Czy potrzebujemy suplementacji?

Przyglądaliśmy się bukszpanowemu żywopłotowi i kombinowaliśmy, co to może być. Listki na młodych krzaczkach były poskręcane i jakieś szare. Pomysłów było sporo a najbardziej prawdopodobny był grzyb. Mąż “nabył w drodze kupna” odpowiedni środek zaczęliśmy reanimację. Po tygodniu krzaczki wyglądały dokładnie tak samo. Nie pomogło.

Nie eksperymentowaliśmy dalej tylko poprosiliśmy znajomego ogrodnika o opinię. Popatrzył na bukszpany, rozejrzał się dookoła.

-Kwaśny deszcz wam spadł. (??)

-Skąd wiesz?

– A popatrz na to drzewo.

Grab w ogrodzie sąsiadów zwykle pięknie zielony wyglądał jak nasz bukszpan w powiększeniu- liście też były poskręcane i na pewno nie zielone.

Co prawda żywopłot zgodnie z fachowa wiedzą znajomego “odbił” ale ja “odbić” nie mogłam. To znaczy moje myśli odbić nie mogły.

No bo popatrz: spada taki “kwaśny deszcz”. Pół biedy rośliny ozdobne: odbiją , zmarnieją ok. trudno. Ale np. taka marchewka, kapusta czy burak. Przecież taki deszcz spływa do ziemi a one tam rosną. A potem my to jemy. Co z tego, że korzystasz z własnej działki albo kupujesz z hodowli ekologicznej? Deszcz spada wszędzie tak samo. Pod folią? Ale przecież ziemia ta sama…

warzywa na straganieNo dobrze. Chociaż trochę zminimalizować. Ekologiczne kupujesz. Jaką masz pewność, że ekologiczna marchewka jest rzeczywiście ekologiczna? Opowiadali znajomi z Czaplinka jak z ciekawością obserwowali gospodynię ciągnącą z Biedronki na ryneczek worek marchwi. Oczy mieli coraz większe, gdy zobaczyli, co się z nią później dzieje. Przesypana do jutowego worka z niewielką ilością ziemi, wymieszana z nią, ubrudzona jak trzeba, sprzedawana była jako… atestowana… Tylko cena była wyższa od innych na rynku. Oczywiście takie oszustwo to wyjątek wśród rzetelnie działających gospodarzy (przynajmniej mam taką nadzieję). Ale jednak się zdarzył…

Znajomej wnuczka trafiła do szpitala z biegunką niewiadomego pochodzenia. Leki, szpitalne kleiki, marchwianki itp. posiłki nic nie pomagały. Babcia wzięła sprawy w swoje ręce i zrobiła marchwiankę z marchewki swojej, działkowej, z lasu. Dziewczynka błyskawicznie “stanęła na nogi” i nawet dostała lekkiego zaparcia. Ordynator dowiedziawszy się, dlaczego tak się stało zaproponował babci biznes: -Wezmę każdą ilość tej marchewki! Znajoma roześmiała się tylko: – Moja działeczka nieduża…

A rolnictwo przemysłowe? Kiedyś por kupiony na straganie był chudziutki i…pachnący. Dziś średnica takiej rośliny nierzadko przyprawia o zawrót głowy. Zapachu brak. A seler? Jeszcze chwila i będzie wielkości piłki szczypiornistów! I jak ona – całkiem pusty w środku. Nawozy. Sęk w tym, że rolnik dostaje za kilogram a przecież musi wyżywić rodzinę więc im wszystko większe tym spokojniejszy byt. Trudno się dziwić.

Dostałam kiedyś wiaderko młodych ziemniaków od zaprzyjaźnionej gospodyni. O matko jak one smakowały! – Zosiu! przypomniałam sobie jak cudownie smakują ziemniaki!- oczywiście zjadłam w łupinkach, z koperkiem i kubkiem zsiadłego mleka. PYCHA! Próbowałaś te ze sklepu? Nie da się tak zjeść. A nie dziwi Cię to, że na wiosnę sklepowe ziemniaki nie wyrastają , nie puszczają kłączy? A te dawniej wyrastały…

I mimo, że te kartofelki takie pyszne były ( bez nawozów!), trzeba mieć świadomość, że nasza ziemia jest wyjałowiona, że mimo czasami wspaniałego smaku brak substancji odżywczych w ziemi skutkuje zmniejszeniem się ich w warzywach i owocach w stosunku do tych sprzed kilkudziesięciu lat. Od 20-90(!!)%.

placzące jablko

Kwaśne deszcze i w inny jeszcze sposób zatruta woda, nawozy sztuczne, nie zawsze bezpieczne środki ochrony roślin- i dziwne przypadki z “plonami” przestają dziwić. A potem jeszcze wkracza “przedłużanie żywotności”: woskowane jabłko, z którego za pomocą wrzątku odrywają się płaty wosku (wosku?), kapusta na bigos której płomień z palnika się nie ima, pryskane sprayem warzywa dla zachowania błyszczącej skórki i jędrności- to filmiki z internetu, które widziałam i Ty pewnie też. Osobiście miałam ciekawe doświadczenie z płaczącym na różowo jabłkiem, które zafarbowało białą serwetkę (co widać) a “Historię jednej pomarańczy” opisałam wcześniej.

To tylko kilka luźnych myśli na temat tego, co dziś buduje nasz organizm. Czy może raczej niszczy…

No cóż, TAKI MAMY ŚWIAT. Lepszy nie będzie. Czy w obliczu tego właśnie świata potrzebna jest nam suplementacja?

SUPLEMENTACJA.

O ile termin jest absolutnie nieszczęśliwy o tyle samo wyjaśnienie brzmi dużo bardziej przyjaźnie. Bowiem suplement to produkt, który:

  1. uzupełnia prawidłowe odżywiania mojego organizmu
  2. dostarcza organizmowi niezbędne dla zdrowia składniki, których brakuje na skutek niedostatecznego ich występowania w codziennym odżywianiu (np. witaminy, minerały, kwasy tłuszczowe)
  3. – optymalnie zabezpiecza organizm, we wszystkie niezbędne składniki odżywcze i hamując dzięki temu rozwój schorzeń, wynikających z ich niedoborów w organizmie

Poza tym: “Każde zachorowanie zwiększa zapotrzebowanie organizmu na substancje odżywcze i dlatego suplementacja stanowi istotny element postępowania wspomagającego.”

Tyle regułki i definicje. Przemyślenia zostawiam Tobie.

koktail i wellnesspackJa czasami mam wrażenie, że to nie uzupełnianie pożywienia… a wręcz żywienie mojego organizmu. A dodatkiem do tego jest marchewka z groszkiem, żurek z jajkiem, czy szarlotka cioci. Odwrócona proporcja. Bo co z tego, że czujesz się rewelacyjnie po niedzielnym, rodzinnym, smakowitym obiedzie skoro twoje komórki są….głodne? No może nie głodne ale nie do końca “najedzone”.

-No wiesz ale tabletki? Nie nie będą łykać żadnych tabletek!- słyszę niejednokrotnie.

Pamiętaj: to nie są lekarstwa. To jest… jedzenie. A raczej wszystko to, czego twoja Maszyna potrzebuje do tego, by dobrze pracować a czego w dzisiejszych czasach nie jesteś w stanie jej dostarczyć.

– Tyle się słyszy o tych oszukanych suplementach!

Zgadza się. Ja sama przestrzegam i podpowiadam, na co zwrócić uwagę przy zakupie. Najlepiej kupować sprawdzone, przetestowane, z certyfikatami. Wtedy będziesz spokojna, że wspomagasz a nie szkodzisz.

– I co nie będę chorować?

Ja nie choruję od kiedy używam WellnessPack a nawet jeśli “coś mnie bierze” dokładam astaksantynę i nie kończę w łóżku, tylko wychodzę z tego “czegoś” szybko. Ale nie gwarantuję Ci , że w ogóle nie będziesz chorować i że będziesz żyła całą wieczność. Natomiast na pewno Twój organizm będzie miał więcej MOCY i z wieloma atakami “nieprzyjaciół” łatwiej sobie poradzi.

WellnessKids- to energia

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *